Wzdęte, zestresowane, ale zawsze z płynem do płukania tkanin w torebce. CZYTAJ WIĘCEJ
W idealnym świecie każdy brief wpływający do agencji jest wzbogacony o dane z szeroko zakrojonych badań konsumenckich. Następnie agencja, która ma odpowiednio dużo czasu, szlifuje szereg linii kreatywnych, spośród których wybiera najlepsze i prezentuje klientowi. Zachwycony klient widzi, że wszystkie kreacje poparte są głęboką refleksją, nawiązują do standardów współczesnej sztuki i nie wie, na który koncept się zdecydować, a zatem przeprowadza rozległe badania na swojej grupie docelowej. Konsumenci wybierają ich zdaniem najciekawszą kreację. Linia prezentowana jest w różnych miejscach zgodnie z wytycznymi domu mediowego. Pełen sukces, premie, oklaski, wysoki współczynnik ROI. Kurtyna opada.
Niestety, nie zawsze jest wystarczająco dużo czasu, pieniędzy, odwagi działów marketingu, więc z reguły najlepiej jest zrobić, coś co już raz się sprawdziło, czyli coś, co było podobne do czegoś innego.
Więc zanim reklamiarzy określimy mianem "bandy debili", weźmy pod uwagę złożoność procesu akceptowania kampanii, ok?
Swoją drogą każdy jest w stanie podać kilkanaście przykładów reklam, w których kobieta czy jakaś grupa społeczna jest pokazana mało fajnie. Ja jestem ciekawa, która reklama pokazuje ją w taki sposób, że nikogo to nie zbulwersuje i jednocześnie cały przekaz uczyni atrakcyjnym dla konsumenta. Jakieś propozycje? Czy może w długiej reklamiarskiej tradycji jeszcze coś takiego nie powstało?

