Notatki po skandalu

Teoretycznie założyłam, że nie będę w tej sprawie zabierać głosu, ale kwestia wpisu Janusza Korwina-Mikkego dotyczącego paraolimpijczyków wraz z jego późniejszymi konsekwencjami, paradoksalnie pokazała, jak (paradoksalnie) wiele medialnych pożytków można uzyskać propagując doktrynę szoku. Warto je zebrać w jednym miejscu.

1. Paraolimpijczycy jak nigdy byli witani przez rzesze swoich fanów na lotnisku.
Oczywiście w dużej mierze jest to zasługa ich imponujących wyników, ale w pewnym stopniu jest to także wynik niedawnego skandalu. Wydaje się, że społeczeństwo chciało też zademonstrować swój sprzeciw wobec dyskryminacji paraolimpijczyków, pokazać, że jest nieco lepsze, nieco wrażliwsze niż się powszechnie wydaje.


2. Chyba nigdy tak dużo nie mówiło się w polskich mediach o paraolimpijczykach.
Z reguły sporadycznie pojawiał się artykuł dotyczący jednej osoby, opisywanej pozytywnie, ale jednak stale w perspektywie pewnego kuriozum. Teraz widzimy, że nie jest to wcale taka mała grupa. Może teraz media pójdą krok dalej i nagłośnią trudności z finansowaniem niepełnosprawnych sportowców, z tym że ich motywacja nie ogranicza się jedynie do zaciętości na treningach, ale też pokonywania przeszkód finansowych itp. I cała trudność polega na tym, aby atmosferę skandalu podsycać, aby temperatura nie spadałac i media z czystej przekory kontynuowały temat. Niewykluczone, że w tym celu potrzeby będzie kolejny punkt zapalny.

3. Znowu powróciła dyskusja na temat misji telewizji publicznej.
O ile stacje prywatne jestem skłonna usprawiedliwić, o tyle telewizja publiczna raczej skutecznie nie odeprze argumentu o tym, że dyskryminowała ogromną liczbę widzów, gdy nie umożliwiła im oglądania transmisji z paraolimpiady. Jasne, że wyniki oglądalności nie byłyby pewnie zbyt imponujące (zwłaszcza, że skandal wybuchł już po zawodach), ale takiej gwarancji nie dają też przecież transmisje wydarzeń religijnych adresowanych do mniejszości wyznaniowych lub treści przeznaczone dla mniejszości narodowych. I widać wyraźnie, że teza premiera o poziomie emocji wywoływanych przez transmisję paraolimpiady, też w tym wypadku delikatnie rzecz ujmując nie jest przekonująca.

Oczywiście można też wskazać indywidualne pożytki ze skandalu. Prezes Nowej Prawicy miał okazję przypomnieć się szerszej publiczności w mainstreemowych mediach, w myśl powszechnej zasady, że nie ważne jak, ważne, że w ogóle mówią. I trudno nie sformułować smutnej konstatacji, że paradoksalnie on sam wizerunkowo zyska najwięcej.

W pewnym sensie zyskał także Tomasz Lis i mam na myśli jakość ostatniego odcinka jego programu. Sprawą banalnie prostą jest bowiem zaproszenie do programu dwóch zdecydowanych oponentów (jak w tym wypadku Korwin-Piotrowska i Korwin-Mikke), gdyż mamy niemal 100% pewności, że rzucą się sobie do gardeł i show gotowy. Taki zabieg to naprawdę żadna filozofia. Niemniej w momencie, kiedy autora wpisu skonfrontowano z jeżdżącym na wózku byłym żużlowcem Krzysztofem Cegielskim i sympatycznym Jaśkiem Melą, którzy ze stoickim spokojem i niezwykła cierpliwością tłumaczyli w czym tkwi problem, zyskaliśmy zupełnie nową jakość, nową wartość. Byliśmy świadkami prawdziwej dyskusji, która mimo kontrowersji, mogła do pewnego stopnia iść tropem merytorycznych argumentów. Co trzeba podkreślić, padały one ze strony osób, które zapewne mogły poczuć się bardzo dotknięte całą sytuacją. Gratuluję klasy!
Trwa ładowanie komentarzy...